W piątek ściągnęli mamie gips. Nie jest źle ale dobrze również nie... Na szczęście podczas nastawiania złamania niczego nie uszkodzili. Ale dużo wody w rzece upłynie zanim ręka będzie znowu sprawna. Na razie jeszcze opuchnięta, nadgarstek sztywny, palce ledwo się zaciskają. A co gorsze, gips ocierał kostkę nadgarstka i zrobiła się niewielka ranka. Kupiłam plastry ze srebrem, żeby się coś niefajnego nie przypałętało i czekamy. Kiedy ranka się zagoi zaczynamy naświetlania laserem (prywatnie oczywiście) i czekamy na normalną państwową rehabilitację. Co, pomimo znajomości Starego Trutnia, może jednak troszeczkę potrwać... Na razie wszystkie domowe obowiązki i tak zostają na moich barkach...
A wczoraj pozbyłam się kota!!!!!!!!!!!!!!
Jakkolwiek drastycznie by to nie zabrzmiało, to ścierwo wyrzuciłam z domu!
MUSZĘ SIĘ WRESZCIE WYSPAĆ!!
Sierściuch dostał wyrzutkę do Pszczółki. Skoro na ferie przeniosła się do tatusia i drugiej babci, to niech się sierściuchem zajmie chociaż kilka nocy! Ją to i tak nie rusza, bo spanie ma, jak ja w jej wieku. Czyli i trąby jerychońskie jej nie obudzą, ale Truteń i druga babcia raczej spać w najbliższym czasie nie będą... Ale chcieli Pszczółki, to niech ją sobie wezmą z dobrodziejstwem inwentarza!!!!!!! Póki co, Dexter Hakera nie atakuje, więc nie muszę mieć wyrzutów sumienia jeśli chodzi o psa... Ale nie wiem, czy dzisiaj do nich pojadę, bo gdyby mi chcieli kota oddać... ;-))
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
Dawniej pisałam o normalnym życiu, teraz dokumentuję moją chorobę. Jej przebieg, leczenie, zmiany jakie we mnie następują.
niedziela, 17 lutego 2013
środa, 13 lutego 2013
niedziela, 3 lutego 2013
To już tydzień od studniówki...
Zgodnie z obietnicą, za zgodą Pszczółki zamieszczam jej zdjęcia zrobione przed wyjściem na studniówkę. Paznokcie made in Pani Kasia. Fryzura made in Pani Dagmara (salon obok mojej pracowni), suknia made in JA. Córka made in Stary Truteń... ;-))
Młoda wybawiła się setnie a ja już powoli puszczam w niepamięć to przed studniówkowe szaleństwo...
Teraz wypadało by się zacząć uczyć do matury...
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
Wasza Trutniowa
piątek, 25 stycznia 2013
Osz w mordę jeża!
Dzisiaj weszłam przez absolutny przypadek w statystykę bloga.
KTO MNIE CZYTA W BIAŁORUSI?
KTO MNIE CZYTA W ROSJI?
KTO MNIE CZYTA W USA?
Nie wiedziałam, ze jestem taka internacjonalna. Muszę spoważnieć! Taka światowa kariera zobowiązuje!
Napiszcie, skąd jesteście!!!
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
KTO MNIE CZYTA W BIAŁORUSI?
KTO MNIE CZYTA W ROSJI?
KTO MNIE CZYTA W USA?
Nie wiedziałam, ze jestem taka internacjonalna. Muszę spoważnieć! Taka światowa kariera zobowiązuje!
Napiszcie, skąd jesteście!!!
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
poniedziałek, 21 stycznia 2013
Króciutko
Są wyniki biopsji. Z lekkim poślizgiem, ale lepiej późno niż wcale... Wyniki dobre, ba, nawet bardzo dobre! Tylko płyn surowiczy i krwinki, czyli tak jak mówił pierwszy diagnosta torbiel. A zaczęła boleć, bo była dosyć mocno wypełniona płynem i zaczął się już jakiś tam odczyn zapalny. Na szczęście, podczas biopsji lekarz ściągnął płyn i przestało boleć!
Mamie dzisiaj dogipsowali do pełnego gipsu i jeszcze "tylko" 4 tygodnie i będzie po wszystkim! Kość co prawda troszkę się przemieściła, ale ponieważ mama nie pracuje i naprawdę nie musi wyszywać chusteczek ani przebierać maku i piesku, to wystarczy jej sprawność na poziomie podstawowym, czyli możliwość ubierania, mycia, gotowania, sprzątania, zakupów...... trochę się rozpędziłam... Wystarczy oczywiście, że mama nie będzie wymagała pełnej obsługi...
Pszczółka w sobotę ma studniówkę. Suknia uszyta, buty i rękawiczki kupione, fryzjerka i kosmetyczka umówione. Dzień "O" zbliża się wielkimi krokami..... Zdjęcia wstawię oczywiście "po".
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
Mamie dzisiaj dogipsowali do pełnego gipsu i jeszcze "tylko" 4 tygodnie i będzie po wszystkim! Kość co prawda troszkę się przemieściła, ale ponieważ mama nie pracuje i naprawdę nie musi wyszywać chusteczek ani przebierać maku i piesku, to wystarczy jej sprawność na poziomie podstawowym, czyli możliwość ubierania, mycia, gotowania, sprzątania, zakupów...... trochę się rozpędziłam... Wystarczy oczywiście, że mama nie będzie wymagała pełnej obsługi...
Pszczółka w sobotę ma studniówkę. Suknia uszyta, buty i rękawiczki kupione, fryzjerka i kosmetyczka umówione. Dzień "O" zbliża się wielkimi krokami..... Zdjęcia wstawię oczywiście "po".
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
niedziela, 6 stycznia 2013
Operować, czy nie...
Wczoraj wieczorem moja mama przefatalnie złamała sobie rękę. Powyżej nadgarstka, a fachowo, to doszło do wieloodłamowego złamania nasady dalszej kości promieniowej prawej z przemieszczeniem odłamów. Mama ma 86 lat, a pomimo to lekarz zaproponował leczenie operacyjne, ale ponieważ mama zażywa polocard, to operację trzeba odłożyć do środy... I teraz mam dylemat: operować, czy nie... Moja zaprzyjaźniona lekarka ortopeda traumatolog twierdzi, że w tym wieku i przy tym obciążeniu innymi chorobami, leczeniem z wyboru jest nastawienie i zagipsowanie, a jeśli dojdzie do ponownego przemieszczenia, ponowne nastawienie. Czyli opinia diametralnie różna od opinii lekarza z pogotowia... I tak na prawdę nie wiem, co mam robić... Jutro jeszcze jedna konsultacja z takim dosyć dobrym podobno ortopedą. A ja nie wiem, jeśli on zaleci operację, czy ryzykować, bo mama przecież może się po prostu i najnormalniej w świecie nie obudzić po zabiegu! A z drugiej strony, jak będzie miała niesprawną rękę, i to prawą? Ale teraz też już właściwie za sprawnej jej nie ma, to czy warto ryzykować...? Jak sądzicie?
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
wtorek, 1 stycznia 2013
Najlepszego!!
Szczęścia, zdrowia pomyślności na ten Nowy Rok! Hej!
Noworoczny Skok z Zapory w Tresnej...
Właśnie wróciłam z absolutnie niespodziewanego, wymyślonego ad hoc dwudniowego wypadu sylwestrowego! Ponieważ Młoda potrzebowała dodatkowego transportu do Korbielowa, a Teściowa i Pani Matka łaskawie raczyły nas puścić z domów, to urwaliśmy się do Międzybrodzia, do kumpeli ;-)) Miała leciutką niespodziankę, ale ponieważ ale, że pojechaliśmy z wyżerką i popitką, to nie narzekali! Spóźnionych wędrowców pod swój dach przyjęli, muzykę pogłośnili i... przehulaliśmy do czwartej rano ;-) A ponieważ pogoda w górkach zrobiła się fantastyczna, wiatrzysko ucichło, to tę miejską gawiedź wygarnęliśmy w południe z chałupki i przegoniliśmy nieco w noworocznym spacerze ;-)) Taką młodzież granatem oderwaną od komputerów w miejskiej dżungli! Dla której szczytem atrakcji sylwestra w górach było palenie ogniska i pieczenie kiełbasek, i rąbanie drewna, przegoniliśmy pod główny wyciąg ;-)) Na skróty przez stok ;-)) Radosny sadyzm w czystej postaci. A jaki sylwester taki cały rok!! Będzie zabawny!
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
Noworoczny Skok z Zapory w Tresnej...
Właśnie wróciłam z absolutnie niespodziewanego, wymyślonego ad hoc dwudniowego wypadu sylwestrowego! Ponieważ Młoda potrzebowała dodatkowego transportu do Korbielowa, a Teściowa i Pani Matka łaskawie raczyły nas puścić z domów, to urwaliśmy się do Międzybrodzia, do kumpeli ;-)) Miała leciutką niespodziankę, ale ponieważ ale, że pojechaliśmy z wyżerką i popitką, to nie narzekali! Spóźnionych wędrowców pod swój dach przyjęli, muzykę pogłośnili i... przehulaliśmy do czwartej rano ;-) A ponieważ pogoda w górkach zrobiła się fantastyczna, wiatrzysko ucichło, to tę miejską gawiedź wygarnęliśmy w południe z chałupki i przegoniliśmy nieco w noworocznym spacerze ;-)) Taką młodzież granatem oderwaną od komputerów w miejskiej dżungli! Dla której szczytem atrakcji sylwestra w górach było palenie ogniska i pieczenie kiełbasek, i rąbanie drewna, przegoniliśmy pod główny wyciąg ;-)) Na skróty przez stok ;-)) Radosny sadyzm w czystej postaci. A jaki sylwester taki cały rok!! Będzie zabawny!
Pozdrawiam Was serdecznie
Wasza Trutniowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)





